Perfekcjonistka na łucie szczęścia

Gdy przeczytałem w Tygodniku Powszechnym felieton Anny Dziewit-Meller W pułapce kompetencji, nie mogłam nie zadać sobie tego pytania: Czy kobiety są bardziej narażone na perfekcjonizm niż mężczyźni?

Autorka przytacza wnioski, do których doszły dwie dziennikarki, badające problem braku wiary kobiet we własne kompetencje. W swojej książce The Confidence Code opowiadają o tym, że kobiety w porównaniu do mężczyzn znacznie częściej podważają swoje własne możliwości. Dotyczy to także tak wybitnych kobiet, jak dyrektor do spraw operacyjnych Facebooka, Sheryl Sandberg, czy jedna z niewielu kobiet na najwyższych stanowiskach w Dolinie Krzemowej, Clara Shih. Nawet one przypisują swój sukces łutowi szczęścia i przyznają, że często czują, że nie zasługują na swój stołek.
Lepszy łut szczęścia niż funt rozumu.
Okazuje się, że kobiety, ze względu na niewiarę we własne możliwości, nie podejmują działań, przewidując już na starcie niepowodzenie. Unikając potencjalnej porażki, nie podejmują wyzwań. Czyż nie jest to opis wzięty z definicji perfekcjonizmu (pisałam o tym tutaj)? Zwłaszcza tego niebezpiecznego, prowadzącego nas, kobiety, donikąd?

Postanowiłam zbadać tę godną uwagi sprawę.

Biologiczna potrzeba perfekcji

W istocie, kobiety są bardziej podatne na perfekcjonizm, niż mężczyźni. Podwaliny pod ów kobiecy perfekcjonizm kładzie biologiczna potrzeba stabilności i spójności. Kobiety przywiązują większą wagę do relacji społecznych i zapuszczają chętniej korzenie, a ich starania są równowagą dla wzlotów i upadków osób w całej grupie. Kobiety zazwyczaj mają potrzebę naprawiać to, przez co ich bliscy są niezadowoleni.
"Kobiety są niezadowolone nawet, jeśli 11 na 12 rzeczy idzie dobrze, ponieważ skupiają się na tej jednej, co je unieszczęśliwia.
Mężczyźni zdają się w naturalny sposób postępować zupełnie odwrotnie: poszukują ciągle nowych zielonych pastwisk zamiast plewić i nawozić te, które już mają. Nie bez przyczyny około 85% kierownictwa na najwyższych szczeblach stanowią mężczyźni i niemal identyczny ich odsetek można znaleźć wśród bezdomnych.

Mówiąc prościej: mężczyźni są bardziej skłonni zostawiać rzeczy takimi, jakimi one są, zaś kobiety starają się ciągle udoskonalać rzeczywistość.

Psychiatra, dr Alice Domar w wywiadzie dla Time przynaje, że perfekcjonizm jest częściej spotykany u kobiet. Ponieważ jesteśmy wielozadaniowe, mamy na co dzień więcej spraw, którym musimy sprostać i chcemy to robić dobrze. Dziesięć lat temu miały miejsce ponad trzymiesięczne badania na małżeństwach. Wykazały one, że mężczyźni martwią się średnio o trzy sprawy dziennie, a kobiety aż o dwanaście. Co prowadzi do większej neurotyczności? Zamartwianie się o 3 sprawy każdego dnia czy o 12? - pyta lekarka.

Przykre przejawy perfekcjonizmu

Kobiecy perfekcjonizm ma wiele nieciekawych znamion. Ślepe dążenie do nieosiągalnego ideału (jak np. feminizm), zaburzenia odżywiania, fobie społeczne, nadużywanie narkotyków, depresja - to tylko kilka powikłań, które są znacznie bardziej powszechne wśród kobiet. I choć mężczyznom przypisuje się także wiele znamion perfekcjonizmu (podatność na pracoholizm czy alienacja społeczna), to kobiety są przez perfekcjonizm dotykane znacznie częściej.

Elastyczność i równowaga, których pragniesz

Kobiety są skłonne wierzyć, że muszą odhaczyć całą listę umiejętności i cech potrzebnych do osiągnięcia jakiegoś celu - jeszcze zanim spróbują się zmierzyć z rzeczywistością. To znacznie utrudnia im czynienie postępów w kierunku niezależności, na przykład finansowej. Dla kontrastu - mężczyźni nie są tak bezwzględni dla samych siebie i zupełnie zadowala ich spełnienie połowy wymogów, aby zacząć coś robić - założyć własny biznes czy wysłać aplikację na jakieś stanowisko pracy. W myśl przysłowia, że lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu, lepiej jest ruszyć po prostu do przodu zamiast karmić swojego wewnętrznego krytyka pieśnią o własnej niedoskonałości.

Kobiety na całym świecie zdają się wierzyć, że są mniej uzdolnione od mężczyzn (tłitnij o tym). Nieustające dążenie do perfekcji, strach przed porażką, ciągłe porównywanie swoich cech do męskich - to czynniki ograniczające, które hamują nasz rozwój i powstrzymują przed pracą na własny rachunek. Jest to niedorzeczne, gdy weźmiemy pod uwagę, że własny biznes dla kobiety to - jak same przyznajemy - większa elastyczność, równowaga i pewność siebie!

Czy to na pewno dyskryminacja?

W obliczu takich informacji i obserwacji samej siebie coraz trudniej mi uwierzyć w to, że tak mało kobiet piastuje różne urzędy tylko ze względu na ich dyskryminowanie. Skoro same czujemy się gorsze i niegodne naszych stanowisk, to skąd mamy się na tych stanowiskach wziąć?? Czy w takim razie ustalanie parytetów ma sens i rozwiązuje problem, czy jest jedynie pogłębieniem dysfunkcyjnego myślenia kobiet, które są skłonne uważać, że swoje sukcesy zawdzięczają szczęściu, a nie swoim kwalifikacjom? Odpowiedz na to pytanie tutaj.

Jesteś na to gotowa

Walczę z przejawami niezdrowego perfekcjonizmu na co dzień. Uczę się coraz więcej. To, co mnie pozwala odsuwać od siebie wewnętrznego perfekcjonistę i dławić w zarodku pytanie Czy jestem na to gotowa?, to przede wszystkim świadomość mechanizmu, jaki stoi za takim sposobem myślenia.
Gdy wiesz, że niewiara we własne możliwości to naturalna reakcja Twojego kobiecego mózgu na nowe wyzwanie, gdy rozumiesz, że mężczyzna o znacznie niższych kompetencjach niż Twoje bez obaw podjąłby się powierzonego mu zadania na Twoim miejscu, gdy w końcu pamiętasz, że jako kobieta podświadomie, wręcz instynktownie dążysz do stabilizacji, zapuszczania korzeni i jesteś mniej przychylna ryzykownym sytuacjom po prostu dlatego, że Twoje genomy to XX, a nie XY, wówczas łatwiej jest się z tym nonsensem, który rodzi się w Twojej głowie, uporać i odsunąć na bok myśli, za które nie jest odpowiedzialna logika. Bo JESTEŚ NA TO GOTOWA, jesteś wystarczająco kompetentna i dasz sobie radę. Działaj!

Zdjęcie: https://www.pexels.com/photo/desk-girl-person-table-236907/
Źródła:
https://www.tygodnikpowszechny.pl/w-pulapce-kompetencji-146560
http://realbusiness.co.uk/current-affairs/2014/12/23/female-entrepreneurs-its-not-about-perfection-fear-of-failure-or-acting-like-a-man/
https://www.quora.com/Are-women-more-likely-to-become-perfectionists-than-men-Why
http://content.time.com/time/arts/article/0,8599,1733856,00.html



Perfekcjonizm - postawa (nie)godna naśladowania

Czy znacie osoby, które są perfekcyjne w jakiejś dziedzinie swojego życia? Perfekcyjni pracownicy, perfekcyjne panie domu, perfekcyjne matki… Często postrzegamy innych jako perfekcyjnych w tym, co robią. Czy tacy naprawdę są? Trudno nam powiedzieć, co robi perfekcyjna pani domu za zamkniętymi drzwiami. Poziom perfekcji różni się w zależności od obszaru życia danej osoby (np. praca, szkoła, sport, relacje, dom). Najłatwiej ocenić czyjąś pracę - można wyznaczać standardy pracy, ocenić ją według konkretnych wytycznych, porównać do innych. I najłatwiej ten perfekcjonizm w pracy uznać za coś godnego naśladowania, podziwu. Niejednokrotnie spotykamy też na swojej drodze osoby, które same o sobie mówią, że są perfekcyjne - chcą najlepszych możliwych rozwiązań, chcą mieć wszystko dopięte na ostatni guzik i nie uznają kompromisów w środkach. Brzmi jak opis pracownika roku, prawda?
Perfekcjonizm, w psychologii, jest cechą osobowości. Charakteryzuje się dążeniem człowieka do nieskazitelności i ustalania zbyt wysokich standardów wydajności, w powiązaniu z nadmiernie krytyczną samooceną i obawami związanymi z oceną innych.
Można by dyskutować, czy perfekcjonizm to dobra, czy też zła cecha osobowości. Prawdopodobnie, gdy o tym pomyślisz przez krótką chwilę, znajdziesz argumenty za tym i za tym. Być może przypomnisz sobie konkretne osoby (a może siebie samego w różnych sytuacjach) i to, jak przejawiał się ich perfekcjonizm w różnych okolicznościach. Rozstrzygnięcie tego pytania nie jest takie proste, prawda?

PERFEKCJONIZM PRZYSTOSOWAWCZY I NIEPRZYSTOSOWAWCZY

Przystosowawczość i jej brak to jeden ze sposobów odróżnienia różnych form perfekcjonizmu.
W swojej nieprzystosowawczej formie, perfekcjonizm napędza ludzi do próby osiągnięcia niedoścignionych ideałów, zaś perfekcjonizm adaptacyjny może czasem motywować ich do osiągania swoich celów - w końcu czerpią z tego przyjemność..
Wywieranie na samego siebie presji na osiąganie nierealnych celów niewątpliwie naraża człowieka na rozczarowanie. (Tłitnij o tym!) Perfekcjoniści są najbardziej bezwzględnymi krytykami samych siebie, gdy nie udaje im się sprostać standardom narzuconym przez samych siebie. Gdy perfekcjoniści nie osiągają założonych celów, często popadają w depresję.

Brzmi to niewiarygodnie, ponieważ nasi perfekcyjni koledzy z pracy prą do przodu niczym strzały, czyż nie? Nie ma się jednak czemu dziwić, jeśli zrozumiesz, że często perfekcjoniści mierzą swoją własną wartość za pomocą produktywności i osiągnięć.

Tutaj dochodzimy do innego spojrzenia na istotę perfekcjonizmu.

SKALOWANIE PERFEKCJONIZMU (MPS i APS)

Frost w swojej skali (Multidimensional Perfectionism Scale) wyróżnił sześć zasadniczych sposobów myślenia, które pomagają określić stopień skażenia perfekcjonizmem danej osoby. Biorą one pod uwagę:
  1. nadmierne skoncentrowanie na błędach w odniesieniu do zakładanych wyników (główny punkt odniesienia dla skali),
  2. przesadnie wysokie standardy,
  3. wątpliwości co do jakości i celowości własnych działań,
  4. przekonanie o wysokich oczekiwaniach ze strony rodziców,
  5. przekonanie o silnym krytycyzmie rodziców,
  6. przesadny nacisk na precyzję, porządek i organizację.
Im więcej w Tobie danego sposobu myślenia, tym bardziej Cię to napędza do bycia perfekcyjnym w określonym obszarze.

Nieco inne podejście prezentuje Almost Perfect Scale, która bierze pod uwagę takie czynniki jak:
  • wysokie standardy,
  • pedanteria,
  • tendencje do prokrastynacji,
  • problemy z relacjami.
Jestem pewna, że w którymś z powyższych obszarów widzisz choć cząstkę siebie. No, niemal pewna.

DLACZEGO TEN ARTYKUŁ JEST DLA CIEBIE

Wykazano (oczywiście z pomocą idą nam badacze z USA), że w społeczeństwie występuje 25% dysfunkcyjnych perfekcjonistów, 42% perfekcjonistów zdrowych i 33% tych, którzy perfekcjonistami nie są (tłitnij o tym!). Wynika z tego, że najprawdopodobniej i Ty przejawiasz perfekcyjne podejście - jeśli nie w każdym aspekcie swojego życia, to przynajmniej w jakimś jego obszarze. Powinieneś więc wiedzieć, jakie wiążą się z tym zagrożenia.

Skale perfekcjonizmu co nieco już na ten temat zdradzają same w sobie: wątpliwości, prokrastynacja, problemy z relacjami… Okazuje się, że perfekcjonizm może być zdrowy i niezdrowy - jak każda cecha, która występuje w swej skrajnej formie.

Ci, którzy jedynie dążą do doskonałości, mogą traktować błędy jako motywację do cięższej pracy, zaś niezdrowe podejście prowadzi do wniosków o własnej wadliwości. Perfekcjonizm może być więc piętnem, które powoduje lęk przed potencjalnymi błędami. W rezultacie może to prowadzić do depresji a nawet samobójstwa!

Ale perfekcjonizm może nieść ze sobą też wiele pozytywnych aspektów. Przekonanie o jego bezapelacyjnej szkodliwości także jest mylące. Ludzie o wysokim poziomie dążenia do doskonałości i niskim poziomie lęków związanych z potencjalną porażką wykazują wyższą samoocenę, są ugodowi, osiągają sukcesy naukowe i są wchodzą chętnie w interakcje społeczne. Bardzo rzadko wykazują oni problemy psychologiczne, takie jak depresja czy lęki.

Czy Twój perfekcjonizm jest dobry - krótki test

Przygotowałam dla Ciebie krótki test, który pomoże Ci ocenić, czy Twój perfekcjonizm Ci służy, czy jest jednak przeszkodą w Twoim życiu.

Jeśli powyżej test się nie ładuje, możesz go wypełnić tutaj.

Biorąc pod uwagę jednak to, jak trudno jest nam samym siebie ocenić, być może powinieneś poprosić o rozwiązanie takiego testu za Ciebie bliską Ci osobę. Możesz też podpytać kolegów i współpracowników, co myślą na Twój temat (w umiejętny sposób), aby móc lepiej ocenić swój przypadek.

Obserwuj też przejawy perfekcjonizmu, który zagraża Tobie i Twojemu otoczeniu. Być może masz nierealistycznie postawione cele, nisko oceniasz swoją wartość, chcesz coś osiągnąć za wszelką cenę, łatwo się wypalasz, przypisujesz porażkom zbyt duże znaczenie, narzucasz innym swoje zdanie albo jesteś po prostu męczący dla otoczenia i być może samego siebie. Długotrwałe tkwienie w takim stanie może prowadzić do depresji oraz epizodów gniewu z utratą panowania nad sobą. Warto więc poświęcić uwagę swojemu wewnętrznemu perfekcjoniście.. .

Co na to psycholog - case study

Gdy psycholog ma do czynienia podczas sesji z perfekcjonistą, na pewno nie zaniedba tego tematu. Jest to obszar naszej osobowości, nad którym powinniśmy pracować.

Lenę, lat 34, na terapię namówił jej mąż, który uważa, że wymaga ona zbyt wiele od ich córki, Ani. Lena przyznaje swojemu terapeucie, że chce, aby Ania sobie dobrze radziła i często zachęca ją do tego, by bardziej się starała w szkole i na lekcjach śpiewu. Lena zaczyna przyjmować podczas terapii postawę obronną, mówiąc, że nie wymaga od Ani więcej niż jej rodzice wymagali od niej, dzięki czemu "wyszła na ludzi". Terapeuta wychwytuje zmianę tonu głosu Leny za każdym razem, gdy wspomina ona swoich rodziców. Dopytuje ją więc dalej, w końcu obnażając żal, jaki Lena odczuwała do swoich rodziców, gdy wymagano od niej uczęszczania zarówno na lekcje baletu i gry na fortepianie, jak i dobrych wyników w nauce, co pozostawiało jej niewiele czasu dla samej siebie. Terapeuta zachęca Lenę, aby zastosowała towarzyszące jej uczucia w odniesieniu do córki i przypomniała sobie, jak to jest być pchanym w stronę sukcesu. Lena w końcu przyznaje, że mogła wywierać zbyt duży nacisk. Gdy tylko Lena zaczyna być szczera z terapeutą (i samą sobą), szybko zaczyna relacjonować stres i lęk, jakich doświadczała w rezultacie ciągłego dążenia do perfekcji: bycia doskonałą matką, doskonałym pracownikiem, doskonałą kobietą. W ciągu kilku sesji terapeuta pracuje z Leną nad przeformułowaniem tych myśli na bardziej akceptujące i przychylne Leny słabościom i mocnym stronom - jako człowieka i jako rodzica. W ramach terapii Lena jest także zachęcana przez swojego terapeutę do dzielenia się z córką, Anią, swoimi błędami i niepowodzeniami, aby wzmocnić fakt, że nie jest ona perfekcyjna i Ania także nie musi taka być.

Czas na zmiany

Gdybym wypełniała szczerze powyższy test rok temu, musiałabym się przed sobą przyznać, że grasuje we mnie niezdrowy perfekcjonista i sieje niejednokrotnie zniszczenie. Przede wszystkim jednak powstrzymywał mnie od działania. Nie założyłabym na pewno tego blogu, bo bałabym się, że nie będę go pisać. Nie pisałabym go faktycznie, bo moje teksty są dalekie od perfekcji. Uznałabym je za bezwartościowe. Podważyłabym zasadność mojego pisania w ogóle. W rezultacie odczułabym porażkę i popadła w stan przygnębienia, który czasem by mi się dawał we znaki - np. przy kolejnym pomyśle.

Dziś mój wewnętrzny perfekcjonista jest nieco ujarzmiony i powinien działać na moją korzyść. Przede wszystkim jestem bardziej świadoma procesów myślowych, które mogą w człowieku zachodzić i wyłapuję w sobie schematy prowadzące do… donikąd.

Powiedz mi zatem, jakim Ty jesteś perfekcjonistą. Co na tym zyskujesz? Co tracisz? Czy uważasz, że powinieneś coś w sobie zmienić?

Chętnie wysłucham Twoich uwag - opowiedz mi w komentarzach o tym, co myślisz na temat swojego perfekcjonizmu. Daj znać, czy dowiedziałeś się czegoś nowego. Będę Ci też bardzo wdzięczna za udostępnienie tego postu na Facebooku czy też twitnięcie o nim.

Zdjęcie autorstwa Samuel John pobrane z serwisu Flickr.

Źródła:
https://en.wikipedia.org/wiki/Perfectionism_(psychology)
http://productivemag.pl/7/jestes-perfekcjonista
http://www.goodtherapy.org/learn-about-therapy/issues/perfectionism



Jesteś nocnym markiem. Czy powinieneś zmienić swój cykl dobowy?

To, że jestem nocnym markiem, nigdy nie budziło mojej (ani niczyjej) wątpliwości. Nocny marek - to takie oczywiste. Ale dopiero niedawno zaczęłam się zastanawiać nad konsekwencjami takiego trybu życia i zadawać sobie pytanie, czy warto popracować nad zmianą rytmu dobowego. Odpowiedź z Internetu cisnęła się niemal jednoznaczna. Nagłówki popularnych stron jasno do mnie krzyczały: early birds get the worm (kto rano wstaje, temu pan Bóg daje), early birds are more successful (ranne ptaszki częściej odnoszą sukcesy), 6 secrets to success only early birds know (6 kluczy do sukcesu, które znają tylko ranne ptaszki), successful founders are morning people (ludzie sukcesu wstają wcześnie rano), advantages early birds have over night owls (przewaga rannych ptaszków nad nocnymi markami), czy why early birds are better than night owls. Serio? Naprawdę jestem gorsza? Dopadną mnie te wszystkie choroby, którymi się straszy siedzących po nocach? Sugestywnie próbowały mi to wmówić dziesiątki artykulików, infografik i wykazów. Znalazłam nawet (bez trudu) kilka recept na bycie szczęśliwszym człowiekiem, czyli zmianę z nocnego marka na rannego ptaszka.

Popracujesz trochę, przyzwyczaisz się

Tej recepty nie musiałam szukać w Internecie. Często mi to mówiono, gdy każdego dnia musiałam wstawać o szóstej rano, by na siódmą jakoś znaleźć się w pracy. Mówiono mi to przez kilka lat z rzędu... Nie przyzwyczaiłam się. Przypominam sobie, że nawet wówczas moja efektywność była największa po godzinie czternastej-piętnastej, choć nie pijałam wówczas w ogóle kawy, a rano budziłam się nieprzytomna.
Nie pomogła zmiana pracy a wraz z nią grafik przesunięty o godzinę. Ponieważ nie byłam już uzależniona od kierowcy, który dowoził mnie do poprzedniej pracy, bez trudu zyskałam miano spóźnialskiej, a w godzinach, kiedy moja produktywność sięgała zenitu... zamykano firmę i wyganiano mnie do domu! Było to na swój sposób bardzo korzystne, ponieważ czas mojej największej efektywności mogłam wykorzystać na pracę nad sobą, poboczne projekty zarobkowe i niezarobkowe, czas z przyjaciółmi. Faktycznie właśnie dzięki czasowi po pracy czułam się bardziej spełniona i szczęśliwa w życiu. Jednak nadal miałam problemy ze zdążeniem na czas a to do pracy, a to na te spotkania towarzyskie.
Trzeba było zmienić swoje przyzwyczajenia i zamiast ślęczeć do późnej nocy nad jakimś językiem programowania czy gimpem, zacząć kłaść się o tzw. normalnej porze i wstawać wypoczętym. Tego typu postanowienia robiłam sobie wielokrotnie: a to, gdy wstawałam rano ledwo żywa i siedziałam w pracy/szkole/sali wykładowej jak jakieś zombie, a to, gdy byłam brana za lenia przez długie wylegiwanie się (sic!) w łóżku, a to gdy kolejny raz nie mogłam niczego załatwić, bo gdy ja byłam pełna życia, wszyscy już kończyli swój dzień (pracy).

Zmiana schematu

Po kilku tygodniach wcześniejszego kładzenia się spać i wcześniejszego wstawania z budzikiem wcale nie byłam bardziej wypoczęta rano, nadal ustawiałam dziesiątki drzemek, a energetycznego kopa dostawałam wcale nie wczesnym popołudniem, lecz raczej przed wieczorem. I właśnie wtedy musiałam kłaść się spać według narzuconego sobie harmonogramu. Dodatkowo często nie mogłam - pomimo zmęczenia spowodowanego wczesną pobudką - zasnąć. W głowie kołatały się dziesiątki myśli, rozwiązań problemów z dnia bieżącego, pomysłów, pytań... a ja próbowałam je zamknąć bez zaspokojenia swojego wilczego głodu ciekawości. Lewy bok, prawy bok, plecy, prawy bok, lewy... - ciągle mi było niewygodnie. A nawet gdy zasypiałam w miarę (w miarę!) bezproblemowo, rano i tak wstawałam z trudnością, gdy budzik był już czerwony ze wściekłości od wydobywanego zeń podobno denerwującego dźwięku (mnie w śnie nie przeszkadzał jednak za bardzo).
Nic dziwnego, że nie mogłam wdrożyć tych zmian w życie na dłuższą metę.

Za wszystko odpowiedzialne są geny

Nasz wewnętrzny zegar regulowany jest przez wiele protein produkowanych przez geny w naszym DNA.
Badania wykazały, że nawet pojedyncza zmiana w kodzie genetycznym w pobliżu genu zwanego Period1 może mieć wpływ na godzinną różnicę w czasie przebudzenia się.
Jest to tak dalece mający wpływ na nasz cykl dzienny gen, że zdaje się decydować nawet o godzinie naszej śmierci (naturalnej, rzecz jasna). Nocne marki umierają raczej w godzinach wieczornych, podczas gdy ranne ptaszki zdecydowanie częściej schodzą z tego świata przed południem. Więc w rzeczywistości mamy niewielki wpływ na długość snu, ponieważ jest to niemal całkowicie uwarunkowane genetycznie. Jeśli jesteś nocnym markiem, to prawdopodobnie jeden z Twoich bliskich przodków (mama, tata) był nocnym markiem. Z punktu widzenia ewolucji ma to głęboki sens. Biologiczny zegar musi tykać inaczej u członków większej grupy, by jedni zapewnili drugim bezpieczeństwo podczas spoczynku. I choć dziś zamiast stać przed jaskinią i czuwać nad resztą rodziny po prostu zamykam w nocy drzwi na klucz, to moja genetyka jest dość podobna do tej z czasów prehistorycznych i dlatego piszę ten artykuł nadal z szeroko otwartymi oczami, choć jest trzecia w nocy, a jako mama półtorarocznych bliźniaczek nie zażyłam i nie zażyję zbyt wiele snu.

Próba zmiany chronotypu na siłę może być katastrofalna w skutkach

Moje niedopasowanie do reszty społeczeństwa pod kątem godzin wzmożonej aktywności nie mogło ulec zmianie bez szwanku dla mnie samej. Ja, na szczęście, poddawałam się dość szybko - po prostu czułam, że taki sztucznie narzucony porządek mi nie służy. Dlaczego było mi z tym aż tak źle?
Gdy jesteś nocnym markiem i musisz wstać rano, Twój organizm jeszcze śpi. Poranne rytuały, jak zimny prysznic, szklanka wody, kawa i tym podobne działają, ale w nieznacznym stopniu i tylko doraźnie. Osiągasz gorsze wyniki niż reszta ludzi w tych godzinach. Często nie możesz złapać myśli, skupić się na wykonywanym zadaniu, jesteś rozbity, choć położyłeś się na długo przed północą. Gdy kończysz pracę, dopiero się rozkręcasz i czujesz, że teraz mógłbyś zrobić to wszystko, czego nie zrobiłeś przez cały dzień, w jedną godzinę. Niestety, pora odejść od biurka albo - co gorsze - zabierasz pracę do domu czy też zostajesz po godzinach, żeby wykorzystać swój energetyczny pik. Gdy jesteś w szczycie formy, musisz wykonać wieczorną toaletę i odbyć inne wieczorne rytuały, by zdążyć na czas do łózka. Często nie możesz zasnąć. Twój mózg jest gotowy do rozważania najgłębszych problemów filozoficznych (albo innych, z którymi akurat się borykasz), a Ty mu próbujesz odciąć zasilanie snem. Twój sen nie jest efektywny, ponieważ to Twoja pora czuwania. Pomimo odliczonych godzin na spanie budzisz się zmieszany, nie wiedząc, co się dzieje. Bo właśnie wtedy Twój organizm jest ustawiony na tryb "sen". W rezultacie, choć godziny snu masz odliczone, Twój organizm ma deficyt snu. Prawdopodobnie w sobotę będziesz spał południa.

Nocny marek w wielkim mieście

W nowoczesnym świecie większość aktywności odbywa się w godzinach 9-17. To sprawia, że nocni markowie mają nieco gorszą sytuację (co nie znaczy, że są gorsi). Przez próby dostosowania się do norm społecznych dopada ich chroniczne zmęczenie i są ofiarami tzw. społecznego jetlagu (od jestlag oznaczającego zmęczenie spowodowane podróżą samolotem między różnymi strefami czasowymi). Wygląda to tak, jakby nocny marek żył każdego dnia w innej strefie czasowej. Chroniczne zmęczenie z powodu niedostatku snu prowadzi do zmian w funkcjonowaniu mózgu.

Chronotypu nie zmienisz, lepiej dopasuj swój rytm dobowy do niego

Powodów, dla których chciałbyś zmienić swój cykl dobowy, może być wiele. Te, które mnie szczególnie przytłaczały, są następujące.
  1. Wszyscy mówią, że powinieneś to zrobić.
  2. Naciski mogą przyjmować różne formy, nie powinieneś im jednak ulegać. Nie jesteś leniem - jesteś bardziej efektywny w tych porach dnia, kiedy pozostali już nie są w stanie z siebie wykrzesać ni dżula energii. Nie przyzwyczaisz się - tu decyduje Twój kod genetyczny.
  3. Słyszysz, że ludzie sukcesu nie wstają tak późno. Boisz się, że niczego w życiu nie osiągniesz.
  4. A co powiesz na to, że do grona nocnych marków można zaliczyć takie sławy jak:
    • Darwin
    • Charles Bukowski
    • Winston Churchill
    • Bob Dylan
    • Samuel Johnson
    • Franz Kafka
    • Marilyn Manson (muzyk)
    • Marcel Proust
    • J.R.R. Tolkien
    • Henri de Toulouse-Lautrec
    • John Travolta
  5. Współczesne społeczeństwo funkcjonuje według norm dla rannych ptaszków.
  6. Denerwowało mnie, że na starcie mam przez moje nocne markowanie podobno gorsze szanse na osiągnięcie jakiegoś (nawet małego) sukcesu. Nie było w to trudno uwierzyć, ponieważ często byłam zmęczona i przypisywałam to źle zorganizowanemu czasowi. W rzeczywistości znajdowałam się w warunkach, w których nie mogłam rozkwitnąć. Dopiero nienormowany czas pracy pozwolił mi odżyć i prowadzić tryb życia bardziej zbliżony do tego dyktowanego przez genotyp.
  7. Czujesz się gorszy.
  8. Podobno życiowa satysfakcja nocnych marków jest dość niska. Dzieje się tak dlatego, że na piedestały są wynoszeni ludzie pracowici (czytaj: wstający wcześnie i efektywni od rana). Zmienia się to znacząco, czy skrajny nocny marek poślubi innego nocnego marka. Wówczas satysfakcja życiowa znajduje się u nich ponadprzeciętnym wysokim poziomie. Dla mnie jest już za późno, ale może Ty możesz coś jeszcze w tej kwestii zrobić ;-)
  9. Jesteś mamą.
  10. To chyba największa przeszkoda, aby być spełnionym nocnym markiem. Ale wiesz co, ja też jestem mamą i znam kilka trików. Jeśli chcesz się o nich dowiedzieć, zostań ze mną; dodaj swój e-mail do subskrybcji postów, aby niczego nie przegapić.

To jeszcze nie koniec...

Tym artykułem rozpoczynam cykl o organizacji czasu i rytmie dobowym. Już wkrótce pojawi się tu więcej treści, m.in.:
  1. O podobieństwach i różnicach między nocnymi markami a rannymi ptaszkami.
  2. O niepodważalnych przewagach nocnych marków nad rannymi ptaszkami.
  3. O przewadze tych drugich napisano już bardzo dużo tekstów w Internecie.
  4. O doktorze Michaelu J. Breuscie (Michael J. Breust) i jego badaniach nad CZTEREMA głównymi chronotypami.
  5. O teście, który powie Ci, jak tyka Twój wewnętrzny zegar.
Już wkrótce szukaj postów pod etykietą [CZAS].

Backstage z tworzenia postu

Na początku zerknęłam na popularność w polskim Internecie fraz "nocny marek" oraz "ranny ptaszek" w wyszukiwarce Google. Wyniki z początku mnie zaskoczyły, ale nie ze względu na czas wyszukiwania w ciągu roku, lecz ze względu na ich popularność.

Dlaczego "nocny marek" jest dużo bardziej popularny? I dlaczego akurat na podlasiu??

Sprawdzenie najpopularniejszej frazy w wyszukiwarce z tego regionu szybko dało odpowiedź...

Więc może jest więcej prawdy niż myślałam w tym "seeking novelty" (poszukiwanie nowości) u nocnych marków i związku z alkoholem, o którym pisze dr M.J.Breust ;-)
Zdjęcie sowy: flic.kr/p/DfDCti
Żródła:
https://www.youtube.com/watch?v=BPJ0729NVjw
https://en.wikipedia.org/wiki/Night_owl_(person)
http://www.kobieta50plus.pl/zdrowie-50-plus/nocny-marek-i-ranny-ptaszek_7,495.html
http://businessinsider.com.pl/international/i-had-a-sleep-doctor-tell-me-how-to-structure-my-entire-day-and-ive-never-felt-more
http://www.thepowerofwhenquiz.com