Ruszyła maszyna

Pomysł na założenie blogu...

Oj, zaczęło się szablonowo. Ale widocznie to jest miejsce na szablonowy wpis. Nie dowiecie się z niego praktycznie niczego o moim samotnym macierzyństwie. Nie przedstawię się jeszcze zbyt obszernie - informacje o mnie będziecie prawdopodobnie składać w całość na podstawie cząstkowych informacji zawartych w kolejnych postach. To jest miejsce na szablonowy wpis na blogu o powstaniu tegoż.

źródło: Pexels.com

Pomysł na założenie blogu i dzielenie się swoimi jakże wartościowymi przemyśleniami powstał już bardzo dawno. Nawet kilka blogów założyłam - umarły po kilku postach, no i nikt o nich nie wiedział. Oto kilka z nich: kruk23 na blog.pl i psychomaty tutaj, na bloggerze. Być może ten drugi uda się kiedyś (tutaj mocno chcę podkreślić słowo "kiedyś") reaktywować, ale tam potrzebny byłby choć jeden współautor.

Pomysł powrócił ze zdwojoną siłą, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży bliźniaczej. Nawet zarezerwowałam na bloggerze nazwę "jednojajowa" (wczoraj ją zwolniłam, jakby był ktoś chętny). I tak trwał w mojej głowie, zmieniając swe oblicze, a to dojrzewając, a to podupadając. Byłam pewna, że jeśli mam pisać, to właśnie tu i teraz, o mojej ciąży - jakże przecież wyjątkowej - a potem o podwójnym macierzyństwie. To, czego mi zabrakło, to prawdopodobnie poczucie misji. Nie zrozumcie mnie źle. Po prostu okazało się, że blogujących podwójnych (czy nawet potrójnych) mam jest od groma, a liczne pobyty w szpitalach całkowicie zmieniły moje podejście do mojego jakże wyjątkowego stanu podwójnej ciąży, no i spadła mi motywacja. Prawdopodobnie ilość blogów innych mam nie podcięłaby mi tak mocno skrzydeł, jednak te blogi są naprawdę DOBRE. Wiedziałam, że nic nowego w temacie nie napiszę. A ponadto zupełnie nie wiedziałam, z czym niby to moje przyszłe macierzyństwo ma się wiązać - byłam zupełnie zielona w tym temacie.

Dziewczynki (obecnie osiemnastomiesięczne) przyszły na świat. Blogowanie zupełnie wyszło mi z głowy. Czasem tylko sama śmiałam się do siebie w myślach: No i niby kiedy ja to chciałam robić? Wręcz cieszyłam się, że blogu nie założyłam, ponieważ byłam pewna, że by upadł. Ot tak, po prostu, z braku czasu i możliwości (dziś wiem, że nie musiałoby tak być, ale wówczas miałam jeszcze taką perspektywę). Z czasem jednak, gdy przyzwyczajałam się do nowej sytuacji, moje myśli zaczęły wędrować w kierunku zajęć dodatkowych spoza obszaru kilku etatowego zawodu Matki Polki. Temat blogu powrócił jak bumerang. Brakowało mi jednak jednej ważnej rzeczy - tematu przewodniego.

Szukając przeróżnych informacji na temat samotnego wychowywania dzieci, natknęłam się na różne poradniki, fora i grupy na fb. Z czasem zdałam sobie sprawę, że jest na nich za dużo negatywnych emocji. Miałam wrażenie, że większość samotnych mam pożytkuje swoją energię a to na dopieczenie byłemu partnerowi, a to na nienawiść ogólną do płci przeciwnej, a to do taplania się w swojej trudnej sytuacji. Sama też nieraz miałam takie tendencje. Poradziłam sobie jednak (niesamodzielnie) z tymi PROBLEMAMI i dziś są mi one niemal zupełnie obce. Chciałabym, by i dla Ciebie macierzyństwo, choć samotne, było pełne radości z życia - także Twojego osobistego; radości wynikającej nie tylko z pociechy w postaci dzieci, ale płynącej z samego wnętrza Ciebie oraz z przeniesienia świadomości (a ta tutaj odgrywa według mnie największą rolę) o kilka poziomów wyżej, step by step.

I tak powstał ten blog. Być może nie uda mi się odmienić oblicza całego Internetu, a echa odbiją się cicho i łagodnie. Jednak jeśli choć kilka mam dzięki temu blogowi zainspiruje się i wyjdzie z nory (dosłownie i w przenośni), to moje poczucie misji będzie zaspokojone! ❤

No to co? Ruszamy razem w tę podróż?

PS. Być może drażni Cię moja odmiana słowa "blog". Zapewniam Cię, że jest poprawna!

PPS. Update: Tekst, który właśnie czytasz, pisałam kilka miesięcy temu. Dziś mieszkam z tatą dziewczynek, dzięki czemu zyskałam nową perspektywę samotnego macierzyństwa. Ponadto wiem też, że życie w dwójkę czasem bywa nawet trudniejsze, o czym także Ci opowiem.
PPPS. Będę wdzięczna za komentarz. Zmotywuje mnie on do szybszego zabrania się za nowy wpis! Napisz w nim, o czym chcesz przeczytać następnym razem:
✔ o micie braku czasu i możliwości,
✔ o wchodzeniu na trzecie piętro bez windy z dwójką kilkumiesięcznych maluchów, zakupami i torbą,
✔ o złych i dobrych listach zadań,
✔ o tym, czy każde dziecko jest inne,
✔ o tym, że tata czasem przeszkadza
✔ czy o tym, dlaczego zazwyczaj porady innych matek mogę sobie schować między wiersze.